|
Wtorek byl pierwszym dniem pieszej czesci naszej wyprawy. Poprzedniego dnia zostawil
nas w motelu przewodnik od splywu Urubamba i powiedzial, ze przechwyci nas kolejny -
specjalista od tras górskich.
O umówionej godzinie zjawilismy sie w recepcji motelu, nowy przewodnik wraz z kierowca
autobusiku juz czekali. W autobusie znajdowaly sie juz rzeczy potrzebne na trasie:
namioty, garnki, jedzenie.
Chilca - Eddie, Jagoda i
autor przygotowuja plecaki do drogi
Chilca - moment przed
zaladowaniem plecakow
Dolozylismy nasze plecaki i ruszylismy w kierunku punktu startowego trasy -
miejscowosci Chilca znajdujacej sie na kilometrze 79 drogi wiodacej do Machu Picchu. Nie
mielismy zadnego zabezpieczenia przeciwdeszczowego na plecaki, w zwiaku z tym wstapilismy
ponownie do Ollaytantambo.
W sklepiku , w którym sprzedawano mydlo, widly i powidlo, kupilismy dwumetrowe odcinki
folii, w które potem zawinelismy nasze plecaki. Gdy wsiadalismy do autobusu, dopadli nas
sprzedawcy róznorodnych dóbr. Oferowali pamiatki, butelkowana wode do picia, paczkowane
liscie koki .
Ciekaw bylem, jak dziala koka i kupilem malutka paczke. Jedna trzecia wystarczyla mi na
cala trase. Jednorazowo bralo sie kilkanascie lisci, zwijalo sie w kulke i zulo przez
godzine. W ksiazkach pisalo, ze liscie koki zawieraja alkaloidy regulajace prace serca i
redukujace uczucie zmeczenia.
Kupowanie od tragarzy w obecnosci naszego przewodnika dawalo nam poczucie, ze nie jestesmy
specjalnie naciagani, bo przewodnik znal zwyczajowe ceny.Wedle zalecen Jurka Majcherczyka
- wirtualnego kierownika, plecaki nie mialy zewnetrznych stelazy, zeby nie utrudniac zycia
(nie obijac pleców) tragarzom, którzy niesli je po swojemu: zawiniete w folie i derki,
razem z namiotami, garnkami, zywnoscia i innym sprzetem.
Kiedys obserwowalem chlopaka niosacego moje rzeczy: plecak byl poziomo na samym dnie,
potem byl namiot, czesc obozowej zywnosci i jedno ze skladanych krzesel. Wszystko to bylo
zawiniete w derki i umieszczone na plecach tragarza.
Nasz przewodnik zwal sie Eddie Pizarro prawie tak jak konkwistador. Porównujac
buty ludzi z obslugi naszej wyprawy mialem wglad na kastowa strukture spoleczenstwa
peruwianskiego: Eddie mial buty mniej wiecej takiej klasy, jak nasze w miare
przyzwoite, kucharz byl w trampkach, a tragarze - w gumowych sandalkach z podeszwami z
opon samochodowych.
Trasa
pierwszego dnia nie byla trudna poruszalismy sie po wmiare plaskim terenie wzdluz
dolin rzek Urubamba i Kusichaca.
Po drodze zatrzymalismy sie na chwile przy cmentarzu.
Pierwsza znaczaca inkaska budowla, jaka zobaczylismy tego dnia, byla Llactapata lezaca na
zbiegu rzek. Widok byl imponujacy: regularne tarasy wtopione w zbocza gór.
Llactapata strzegla wejscia w doline rzeki Kusichaca.
Na trasie nie spotykalismy wielu zabudowan.
Od
czasu do czasu mijalismy gliniane domki z reklamami wody mineralnej, coca-coli i piwa.
Miejscowi dorabiali sobie sprzedajac napoje przechodzacym turystom. W sklepach nie bylo
nic innego do kupienia, jesli ktos chcial, mógl sobie kupic chlodne piwo, albo wode
mineralna.
Na nocleg zatrzymalismy sie kolo wioski Huayllabamba.
rzeka Kusichaca przeplywala niedaleko naszego obozowiska.
Rozstawiono nam namioty na pastwisku w nieduzej odleglosci od sciezki. Po niedlugim czasie
mielismy juz ciepla wode do mycia i podwieczorek. Na polu obok nocowala jeszcze jedna
grupa zamierzajaca przejsc trase Inków.
Mt Veronica
Pod wieczór zaczalem zwracac uwage, gdzie by tu mozna sfotografowac wschod lub zachód
slonca. Dolina rozciagala sie wprawdze tak, ze slonca o zmierzchu nie byloby widac, ale z
niektórych miejsc bylo obserwowac osniezony szczyt Mt. Veronica w sasiednim pasmie
Cordillera Vilcabamba. Jako, ze mialem statyw, bo niesli mi go tragarze, stwiedzilem, ze
nadeszla pora, zeby go wypróbowac. Pod wieczór poszlismy na upatrzone uprzednio miejsce.
Rozstawilem statyw, wkrecilem dlugi obiektyw z zyroskopem, namierzylem sie na Mt. Veronica
i czekalem na odpowiednie swiatlo. Tuz przed zachodem warunki swietlne zmienialy sie z
sekundy na sekunde: ledwo cos ustawilem, a tu juz nadmuchalo chmury, albo przesuwal sie
uklad cieni. Jak sie pózniej okazalo dwa zdjecia wyszly dobrze.
|