Przelecz Martwej Kobiety

Home | Up | Lima | Cuzco | Urubamba | Poczatek Trasy | Przelecz Martwej Kobiety | Sayaqmarca | Phuyupatamarca | Machu Picchu | Ponownie Lima

Sroda, zgodnie z zapowiedzia przewodnika, byla najtrudniejszym dniem wyprawy: mielismy do pokonania tysiac czterysta metrów róznicy poziomów, aby wejść na przelęcz Warmihuanusca znajdujacą się na wysokosci 4200-4250 mnpm.
it24m.jpg (8536 bytes) it26m.jpg (7286 bytes)Na jakiej dokladnie wysokosci jest przelecz, nie wiadomo: przewodniki pisza swoje, a na tabliczkach na trasie pisza swoje.
Zdaje sie, ze ludzie malujacy wysokosci na tabliczkach doszli jednak do wniosku, ze maja bledne dane. Cyfry oznaczajace setki metrów zostaly w wiekszosci przypadków pozdrapywane. Podobno pierwotne pomiary mialy blad rzedu 100-150 metrów. Przewodnik opowiadal, ze w maju prowadzil wycieczkowicza majacego przy sobie GPS. Z pomiaru przeprowadzonego na przeleczy wyszlo, ze byli na wyskosci 4280 metrów, z tym ze GPS mógl miec duzy blad, poniewaz tylko trzy z szesciu potrzebnych do pomiarów satelitów byly widoczne.

it25m.jpg (8363 bytes)Kilkadziesiat metrów przed przelecza zaczelo ulatywac ze mnie powietrze: z kazdym krokiem szedlem coraz wolniej. Na przelecz doszedlem, zawinalem sie w folie ratunkowa, zeby sie nie wyziebic. Nasz przewodnik namawial nas usilnie, zeby jak najszybciej zejsc z przeleczy, bo zanosilo sie na deszcz. Po kilkunastu minutach udalismy sie kilkadziesiat metrów ponizej przeleczy, gdzie juz czekal na nas obiad. W trakcie jedzenia zaczal kropic deszcz. Kucharz jednak dobrze wiedzial, gdzie szykowac posilki - zaraz obok nas byla jaskinia. Przenieslismy sie tam niezwlocznie. Deszcz byl na szczescie krótki, po obiedzie i zasluzonym odpoczynku udalismy sie kilkaset metrów w dól do naszego obozu nad strumykiem Pacaymayo. Wiodla do niego sciezka z kamiennymi stopniami. Przewodnik twierdzil, ze sciezke zbudowali jeszcze Inkowie. Byc moze byla to prawda, ale jestem pewien, ze na trasie widzialem miejscowych, którzy te sciezke przebudowywali.

it21m.jpg (9389 bytes)Z wyjatkiem pierwszego dnia serwowano nam posilki bezmiesne. Na trase nie wzieto zadnych puszek. Wszystkie skladniki byly swieze. Codziennie mielismy inna kombinacje. Do ciekawostek zaliczylbym fakt, ze kucharz wzial na trase swieze jajka. Niósl je w kartonach takich jak w Polsce, w reku, albo przypiete sznurkami do wierzchu plecaka.

it22m.jpg (9035 bytes)Gdy zmierzalismy w kierunku przeleczy, obserwowalismy duza zmiennosc roslinnosci i klimatów. Przechodzilismy z suchych lak do gestej dzungli pelnej omszonych drzew, lian i epifitów. Wszystko zalezalo od nachylenia terenu, kierunku wiatrów i oswietlenia.

runc01m.jpg (8719 bytes)Kucharz przygotowuje nam kolacje.
runc02m.jpg (6594 bytes) Ewa Kiljanska nie znosi kaszki mannej. Eddie przekonuje Ewe, zeby jadla mu z reki.
runc03m.jpg (9294 bytes)Kolacje jedlismy zawsze przy suto zastawionym stole.
Nie jestem pewien, gdzie nasi tragarze nocowali, ale napewno nie mieli wlasnych namiotów. Jesli nie bylo w okolicy zadnych szalasów, nocowali chyba na wolnym powietrzu. Gdy padal deszcz, kucharz z pomocnikiem spali w namiocie kuchennym. Kucharz gotowal tylko dla nas i przewodnika, tragarze zas nosili wlasne jedzenie i gotowali sobie samodzielnie. Milo bylo poczuc sie jak wielki pan majac do pomocy tylu ludzi nie wydajac na wyprawe wielkich pieniedzy.

Dziwnie sie okreslalo kierunki Swiata: jako czlowiek wychowany na pólkuli pólnocnej zawsze pamietalem, ze slonce jest na poludniu. Gdy kolo godziny dwunastej odwracalem sie twarza w kierunku slonca, zakladalem, ze po mojej prawej stronie mam zachód, a po lewej - wschód. Poniewaz jednak slonce bylo na pólnocy , wschód z zachodem byly przestawione.