|
Kontynuowalismy zwiedzanie Machu Picchu.
Wjechaliśmy na górę pierwszym autobusem, gdy jeszcze chmury snuły się wśród ruin.
Nasz
przewodnik Eddie był w swoim żywiole i zasypał nas górą informacji na temat każdego
kamienia. Poznaliśmy znaczenie każdego wycięcia w murze i kierunku ułożenia każdego
głazu.
Oczywiśćie znaczenie wszystkiego zgadywali naukowcy, ponieważ Inkowie nie pozostawili
przekazów pisanych.
Widzieliśmy tez efekty eksperymentów naukowych, gdy badacze probowali odtworzyć
na przykład metody precyzyjnego cięcia skał.
Gdy
już napatrzyliśmy się wstępnie, wybraliśmy się na wycieczke na Huayna Picchu – góre
dominujaca bezpośrednio nad Machu Picchu. Z dołu wygladalo to znacznie powazniej,
niż bylo w rzeczywistości. Trzeba było jednak sporo się namęczyc, żeby wdrapać
się na wierzchołek.
Wysiłek
się opłacał - mieliśmy możliwość podziwiania Machu Picchu z kolejnej perspektywy.
Po południu wróciliśmy do Cuzco pociągiem pełnym turystów. Miejscowi
jechali oddzielnymi wagonami, żeby nie mieszac sie z turystami. Z głosników płynęła
muzyka ludowa, a gdy dojeżdzalismy do Cuzco, zaproponowano nam kupno kaset z ludowymi
piosenkami.
Pociąg musiał sie wspiac z 2400 mnpm na 3400 mnpm. Tuneli nie było, krzywizny torów
byłyby zbyt duże dla pociągu, w zwiazku z tym jeździliśmy zygzakami raz do przodu,
raz do tyłu po przestawianiu zwrotnic.
Przechadząjac
sie po ruinach Machu Picchu zwrocilem uwage na kwiaty
|