|
Wiedzielismy, ze rano po raz ostatni zobaczymy sie z tragarzami, którzy
szybko przed nami pognaja na miejsce naszego nastepnego noclegu, zostawia bagaze
i pojada pociagiem do domu. Kazdy z nas mial dla nich troche drobnych upominków.
Zrzucilismy wszystko na stól i Eddie przystapil do podzialu. Zeby nikt nie byl
poszkodowany, wszystko zostalo podzielone na mniej wiecej równe kupki, które
nastepnie zostaly rozlosowane. Kucharz zostawal z nami dzien dluzej i dostal
swoja dzialke odpowiednio pózniej.
Przed
wyruszeniem na ostatni dzien wyprawy zrobilismy pamiatkowe zdjecie: nasza trójka
plus dziewiec osób wspomagajacych.
Pierwszym
punktem programu byly ruiny o nazwie Phuyupatamarca - “Miasto na poziomie chmur”.
Zwrócilismy uwage jak doskonale Inkowie dopasowywali ksztalt murów do ksztaltu
skaly, na której mury byly budowane. Widzielismy akwedukty doprowadzajace wode
do miejsc sluzacych do obmyc rytualnych. W prawie kazdej budowli inkaskiej,
która widzielismy bylo miejsce do “obmycia duszy” w celu przygotowania sie na
wizyte w Machu Picchu. Przewodnik zazartowal zreszta, ze Inkowie dusze myli
znacznie czesciej niz cialo. Gdy ogladalismy kolejne ruiny, przewodnik zawziecie
uzywal terminu “konstrukcja” zamiast “ruiny” dla podkreslenia, ze obiekt jest
zachowany wiecej niz w 66 procentach.
Sciezka prowadzila teraz stromo w dól. Wysokosc spadala i temperatura rosla.
W nocy na gorze mielismy temperature dwa do pieciu stopni Celsjusza, w poludnie
na dole, podejrzewam, ze bylo ponad trzydziesci stopni.
W ciagu kilkunastu minut wyszlismy z lak do gestej i wilgotnej dzungli pelnej
orchidei, paproci, mchów i palm. Na sciezce po raz ostatni wyprzedzili nas nasi
tragarze. Podobno niektore fragmenty sciezki zostaly odnalezione kilkanascie lat
temu.
W
poludnie, gdy wysoka temperatura dawala sie nam we znaki, zwrócilismy uwage na
krotkosc cienia. Bylismy trzynascie stopni na poludnie od równika! W dolinie
natrafilismy na Winay Wayna - ruiny strzegace skrótowego dojscia do Machu Picchu.
Po póltorej godzinie przemierzania tropikalnej dzungli wyszlismy niespodziewanie
na Inti Punku - Inkaska Brame Slonca – punkt, z którego rozposcieral sie widok
na cel calej naszej wyprawy - Machu Picchu.
Gdy
schodzilismy z Inti Punku, patrzylismy z wyzszoscia na turystów, którzy szli w
przeciwnym kierunku. Wiedzielismy, ze przyjechali oni do Machu Picchu pociagiem,
a nastepnie autobusem, podczas, gdy my wybralismy trudna droge przez góry.
Machu Picchu
Zaczelismy zwiedzac ruiny, bylo dosyc duzo ludzi. Przewodnik powiedzial nam, ze
jesli przyjdziemy nastepnego dnia rano, ludzi bedzie znacznie mniej, poniewaz
pociag z turystami przyjezdza dopiero kolo poludnia. Na nocleg zjechalismy
autobusem kilkaset metrów w dól. Wczasie, gdy autobus lawirowal po serpentynach,
miejscowy chlopiec zbiegal na skróty. Spotykal nas kilka razy na drodze i
pokrzykiwal jak Tarzan.
Ostatnia noc spedzilismy na polu namiotowym, tuz nad rzeka. Przewodnik
pokazywal nam papugi latajace wsród drzew. Po intensywnym przejsciu górskim bylo
prawdziwa przyjemnoscia wymoczyc sie przez godzine w goracych zródlach
siarkowych znajdujacych sie w pobliskiej miejscowosci Aguas Calientes.
|