|
Niedziela rozpoczela nam sie bardzo wczesnie - kolo czwartej nad ranem. Musielismy
zdazyc na lotnisko na poranny lot. Nad Andami lata sie do poludnia, poniewaz pozniej nad
górami pojawiaja sie niebezpieczne dla samolotów prady powietrzne. Nasz przewodnik
spotkal sie z nami spotkac dopiero po sniadaniu, aby dostarczyc nas na lotnisko. Nim sie
zjawil, porozumiewalismy sie z recepcjonista gadajacym tylko po hiszpansku. Nie bylo to
latwe, ale kazdy mówil po swojemu i cos tam dalo sie zrozumiec. Na wczesnym sniadaniu
zwrócilismy uwage na nieznany nam dotychczas sposób serwowania kawy: oddzielnie goraca
woda, oddzielnie esencja kawowa. Esencja byla bardzo mocna i miala konsystencje oleju -
nawet nalogowy kawoman nie bylby w stanie jej pic.
przelecielismy wzdluz Cuzco,
zanim wyladowalismy
Do Cusco (Cuzco ) odlecielismy peruwianskimi liniami lotniczymi Faucett. Przed
ladowaniem samolot przelecial nad dolina wzdluz calego miasta. Mielismy pierwsze wrazenie,
jak wyglada miasto w Andach: parterowe lub jednopietrowe domy w odcieniach brazu, niezbyt
duzo zieleni. Lotnisko, jak i miasto, znajduja sie na wysokosci ok. 3400 metrów. Zaraz po
wyladowaniu, nim jeszcze wydobyto z samolotu nasze bagaze, pilismy herbate z lisci koki.
Mialo to ulatwic aklimatyzacje.
Przy wyjsciu z lotniska czyhal na nas facet z aparatem fotograficznym. Cos tam gadal,
ale kto by go zrozumial! Zignorowalismy go. Zaraz po tym jak dostalismy bagaze przechwycil
nas kolejny pilot i zawiózl furgonetka do hotelu. Zmiana klimatu byla dla nas gwaltowna,
ledwo weszlismy do pokojów, padlismy - ogarnela nas spiaczka. Zgodnie z zaleceniami
zdrzemnelismy sie na kilka godzin, chociaz korcilo nas bardzo, zeby zaczac zwiedzanie. W
madrych ksiazkach bylo tez napisane, zeby oszczedzac sie, jesli chodzi o jedzenie.
Avenida del Sol (widok sprzed
hotelu)
Po poludniu bylo zaplanowane grupowe zwiedzanie Cusco. Nim to nastapilo, wyskoczylem
samodzielnie. Madre ksiazki mialy racje - aklimatyzacja byla bardzo potrzebna. Po
przejsciu kilku kroków czulem sie, jakbym wszedl na szóste pietro.
Jako, ze nasza grupa byla tylko trzyosobowa, zostalismy dolaczeni do innych turystów w
celu oprowadzenia po miescie. Bylismy wozeni autobusem, z którego co chwila wychodzilismy
na obejrzenie poszczególnych punktów programu. Mielismy jedna niedogodnosc: dwie trzecie
grupy bylo hiszpanskojezyczne. Przewodnik dlugo i szczególowo opowiadal po hiszpansku na
temat ogladanych zabytków i bardzo oszczednie po angielsku.
Kosciol Santo Domingo
W miescie zobaczylismy miedzy innymi kosciól Santo Domingo, który niegdys byl inkaska
swiatynia boga slonca. Wiem, ze u Cusco bylo bardzo duzo miejsc do zobaczenia, ale trudno
bylo tego dokonac w dwudziestoosobowej grupie niezaakilmatyzowanych ludzi, którzy wlasnie
tego dnia przylecieli do miasta! Autobus zawiózl nas potem do Sacsayhuaman - inkaskiej
swiatyni-fortecy górujacej nad miastem. Tam po raz pierwszy mialem mozliwosc podziwiac,
jak Inkowie potrafili precyzyjnie dopasowywac kamienie. Poszczególne bloki wazyly nawet
po kilkadziesiat ton, a tak dolegaly, ze nie dalo sie wlozyc miedzy nie kartki papieru.
Autor
na tle precyzyjnie dopasowanych kamieni
Sacsayhuaman
Teren zabytku jest dosyc rozlegly. Mury zbudowane sa w ksztalcie zygzaka - blyskawicy
symbolizujacej ogien - jeden z zywiolów czczonych przez Inków. Po srodku jest rozlegly,
plaski teren, na którym w obecnych czasach odbywaja sie rozmaite imprezy folklorystyczne.
Jesli ktos odwiedza Cusco, to Sacsayhuaman jest gwarantowanym obiektem do zwiedzania,
jest tam z tego powodu sporo osób oferujacych do sprzedazy pamiatki. Sa tez ludzie
poprzebierani w stroje ludowe dorosli i dzieci oraz lamy z fredzelkami w uszach, jesli by
ktos chcial zrobic zdjecie.
Gdy ogladalismy kolejne budowle, zblizyl sie do nas facet i zaczal do nas gadac
wymachujac plikiem pocztówek. Okazalo sie, ze mial on nasze zdjecia zrobione na lotnisku:
w normalne pocztówki zostaly wkomponowane nasze zdjecia z momentu, gdy wychodzilismy z
budynku lotniska.
Widok
na Cuzco
W
chwile po opadach gradu
W trakcie zwiedzania ruin zerwal sie wiatr i zaczal przez chwile padac grad. Na drobne
dolegliwosci pogodowe tego typu bylismy przygotowani, a poza tym bylo nam wszystko jedno -
bylismy oszolomieni na skutek pobytu na wysokosci ponad 3400 metrów npm. Zaraz po ustaniu
gradu pojawilo sie slonce i w chwile potem - tecza. Z Sacsayhuaman autobus zawiózl nas do
Kenko - kolejnej inkaskiej swiatyni, znacznie mniejszej od poprzedniej i, przeciwienstwie
do Sacsayhuaman, zbudowanej w calosci z materialów miejscowych. Tym razem zobaczylismy
cos w rodzaju amfiteatru oraz wykuta w skale podziemna swiatynie dedykowana Matce Ziemi.
Kolejny obiekt - Puka Pukara obejrzelismy kilkanascie minut pózniej. Byl to
prawdopodobnie fort strzegacy dostepu do swietej doliny Inków. Ostatnim punktem
zwiedzania byl Tambomachay - miejsce kapieli rytualnych inkaskich wladców i ich kobiet.
Katedra w Cuzco noca
|