Cuzco

Home | Up | Lima | Cuzco | Urubamba | Poczatek Trasy | Przelecz Martwej Kobiety | Sayaqmarca | Phuyupatamarca | Machu Picchu | Ponownie Lima

Niedziela rozpoczela nam sie bardzo wczesnie - kolo czwartej nad ranem. Musielismy zdazyc na lotnisko na poranny lot. Nad Andami lata sie do poludnia, poniewaz pozniej nad górami pojawiaja sie niebezpieczne dla samolotów prady powietrzne. Nasz przewodnik spotkal sie z nami spotkac dopiero po sniadaniu, aby dostarczyc nas na lotnisko. Nim sie zjawil, porozumiewalismy sie z recepcjonista gadajacym tylko po hiszpansku. Nie bylo to latwe, ale kazdy mówil po swojemu i cos tam dalo sie zrozumiec. Na wczesnym sniadaniu zwrócilismy uwage na nieznany nam dotychczas sposób serwowania kawy: oddzielnie goraca woda, oddzielnie esencja kawowa. Esencja byla bardzo mocna i miala konsystencje oleju - nawet nalogowy kawoman nie bylby w stanie jej pic.

cuzco01m.jpg (6483 bytes) przelecielismy wzdluz Cuzco, zanim wyladowalismy

Do Cusco (Cuzco ) odlecielismy peruwianskimi liniami lotniczymi Faucett. Przed ladowaniem samolot przelecial nad dolina wzdluz calego miasta. Mielismy pierwsze wrazenie, jak wyglada miasto w Andach: parterowe lub jednopietrowe domy w odcieniach brazu, niezbyt duzo zieleni. Lotnisko, jak i miasto, znajduja sie na wysokosci ok. 3400 metrów. Zaraz po wyladowaniu, nim jeszcze wydobyto z samolotu nasze bagaze, pilismy herbate z lisci koki. Mialo to ulatwic aklimatyzacje.

Przy wyjsciu z lotniska czyhal na nas facet z aparatem fotograficznym. Cos tam gadal, ale kto by go zrozumial! Zignorowalismy go. Zaraz po tym jak dostalismy bagaze przechwycil nas kolejny pilot i zawiózl furgonetka do hotelu. Zmiana klimatu byla dla nas gwaltowna, ledwo weszlismy do pokojów, padlismy - ogarnela nas spiaczka. Zgodnie z zaleceniami zdrzemnelismy sie na kilka godzin, chociaz korcilo nas bardzo, zeby zaczac zwiedzanie. W madrych ksiazkach bylo tez napisane, zeby oszczedzac sie, jesli chodzi o jedzenie.

cuzco02m.jpg (6124 bytes) Avenida del Sol (widok sprzed hotelu)

Po poludniu bylo zaplanowane grupowe zwiedzanie Cusco. Nim to nastapilo, wyskoczylem samodzielnie. Madre ksiazki mialy racje - aklimatyzacja byla bardzo potrzebna. Po przejsciu kilku kroków czulem sie, jakbym wszedl na szóste pietro.

Jako, ze nasza grupa byla tylko trzyosobowa, zostalismy dolaczeni do innych turystów w celu oprowadzenia po miescie. Bylismy wozeni autobusem, z którego co chwila wychodzilismy na obejrzenie poszczególnych punktów programu. Mielismy jedna niedogodnosc: dwie trzecie grupy bylo hiszpanskojezyczne. Przewodnik dlugo i szczególowo opowiadal po hiszpansku na temat ogladanych zabytków i bardzo oszczednie po angielsku.

cuzco03m.jpg (5425 bytes) Kosciol Santo Domingo

W miescie zobaczylismy miedzy innymi kosciól Santo Domingo, który niegdys byl inkaska swiatynia boga slonca. Wiem, ze u Cusco bylo bardzo duzo miejsc do zobaczenia, ale trudno bylo tego dokonac w dwudziestoosobowej grupie niezaakilmatyzowanych ludzi, którzy wlasnie tego dnia przylecieli do miasta! Autobus zawiózl nas potem do Sacsayhuaman - inkaskiej swiatyni-fortecy górujacej nad miastem. Tam po raz pierwszy mialem mozliwosc podziwiac, jak Inkowie potrafili precyzyjnie dopasowywac kamienie. Poszczególne bloki wazyly nawet po kilkadziesiat ton, a tak dolegaly, ze nie dalo sie wlozyc miedzy nie kartki papieru.

sacsa01m.jpg (4898 bytes)Autor na tle precyzyjnie dopasowanych kamieni

sacsa02m.jpg (5766 bytes) sacsa03m.jpg (6558 bytes) sacsa04m.jpg (6470 bytes) Sacsayhuaman

Teren zabytku jest dosyc rozlegly. Mury zbudowane sa w ksztalcie zygzaka - blyskawicy symbolizujacej ogien - jeden z zywiolów czczonych przez Inków. Po srodku jest rozlegly, plaski teren, na którym w obecnych czasach odbywaja sie rozmaite imprezy folklorystyczne.

Jesli ktos odwiedza Cusco, to Sacsayhuaman jest gwarantowanym obiektem do zwiedzania, jest tam z tego powodu sporo osób oferujacych do sprzedazy pamiatki. Sa tez ludzie poprzebierani w stroje ludowe dorosli i dzieci oraz lamy z fredzelkami w uszach, jesli by ktos chcial zrobic zdjecie.

Gdy ogladalismy kolejne budowle, zblizyl sie do nas facet i zaczal do nas gadac wymachujac plikiem pocztówek. Okazalo sie, ze mial on nasze zdjecia zrobione na lotnisku: w normalne pocztówki zostaly wkomponowane nasze zdjecia z momentu, gdy wychodzilismy z budynku lotniska.

sacsa05m.jpg (6683 bytes) Widok na Cuzco

 sacsa06m.jpg (6382 bytes) W chwile po opadach gradu

W trakcie zwiedzania ruin zerwal sie wiatr i zaczal przez chwile padac grad. Na drobne dolegliwosci pogodowe tego typu bylismy przygotowani, a poza tym bylo nam wszystko jedno - bylismy oszolomieni na skutek pobytu na wysokosci ponad 3400 metrów npm. Zaraz po ustaniu gradu pojawilo sie slonce i w chwile potem - tecza. Z Sacsayhuaman autobus zawiózl nas do Kenko - kolejnej inkaskiej swiatyni, znacznie mniejszej od poprzedniej i, przeciwienstwie do Sacsayhuaman, zbudowanej w calosci z materialów miejscowych. Tym razem zobaczylismy cos w rodzaju amfiteatru oraz wykuta w skale podziemna swiatynie dedykowana Matce Ziemi. Kolejny obiekt - Puka Pukara obejrzelismy kilkanascie minut pózniej. Byl to prawdopodobnie fort strzegacy dostepu do swietej doliny Inków. Ostatnim punktem zwiedzania byl Tambomachay - miejsce kapieli rytualnych inkaskich wladców i ich kobiet.

cuzcokam.jpg (6205 bytes) Katedra w Cuzco noca