|
|
|
Jako ze w Limie mielismy jeszcze sporo czasu do odlotu samolotu do Stanów, udalismy sie na zwiedzanie Muzeum Zlota. Nasz przewodnik bywal w tym muzeum, ale mial troche problemow z wyjasnieniem taksowkarzowi jak tam trafic. W koncu udalo nam sie dojechac, na miejscu spotkala nas przykrosc - aparaty fotograficzne musielismy zostawic na portierni. Muzeum jest dosyc duze. Skoncentrowalismy sie na ekspozycjach kultur od najstarszych do inkaskiej. Konkwistadorow i czasy wspolczesne prawie zupelnie zignorowalismy. Przy wejsciu na sale byla kolekcja plakatow informujacych o wystawie skarbow Inkow. Znalezlismy wsrod nich plakat informujacy o tej wystawie w Polsce. Jako, ze przez tydzien chodzilismy po gorach i sluchalismy o Inkach, bylem pod wrazeniem, ze Inkowie byli w Peru najwazniejsi. Nie bylo to prawda - w Peru bylo wiele kultur znacznie starszych niz inkaska. W muzeum, wbrew nazwie, nie widzielismy samych wyrobow ze zlota: bylo sporo ceramiki i tkanin. Uwage zwracala ekspozycja bardzo realistycznej ceramiki erotycznej, jakiej nie widzialem w innych rejonach swiata. W muzeum byla taka ilosc eksponatow, ze nie dalo sie ich wszystkich obejrzec w krotkim czasie. Przewodnik nie byl specjalnie elokwentny - puscil nas samopas i zostalismy przygnieceni nadmiarem eksponatow. W trakcie zwiedzania patrzylismy z zazdroscia na inne grupy, ktorych przewodnicy potrafili zrocic uwage na najistotniejsze obiekty zwalniajac uczestnikow ze zmudnego odczytywania podpisow. Po zwiedzeniu muzeum wycienczeni udalismy sie na obiad do restauracji, a nastepnie na targ z pamiatkami, zeby nie wracac do domu z pustymi rekami. Poznym wieczorek odlecielismy z Limy, a nastepnego dnia rano siedzialem juz za biurkiem w mojej ukochanej pracy... |