|
pierwsza budowla, jaka mielismy na trasie bylo
Runkuracay wartownia strzegaca trasy.
Wkrótce wspielismy sie na kolejna przelecz - 3998 m nad poziomem morza i znalezlismy
sie w dorzeczu Amazonki.
Droga ze starannie
ulozonych kamieni doprowadzila nas do Sayajmarki. Ponownie zmienila sie roslinnosc
poruszalismy sie po gestej i wilgotnej tropikalnej dzungli.
Na kolejny nocleg zatrzymalismy sie w Phuyupatamarce -
miescie w chmurach. Namioty mielismy rozstawione ok. sto metrów nad ruinami, jako, ze
Peruwianczycy nie chca, aby nocowac w ruinach, bo mogloby sie to przyczynic do dalszego
ich zniszczenia. Do szczytu góry mielismy z siedemdziesiat metrów.
Niedlugo przed zmrokiem wrapalismy sie na góre, aby sfotografowac zachód slonca.
Pogoda byla bardzo zmienna, w kilkanascie sekund zniknely za churami góry, które
zamierzalem sfotografowac.
Chcac nie chac musialem fotografowac jedyna widoczna w
okolicy chmure.
W nocy padal deszcz, rano nie bylo widac wschodzacego slonca, tym niemniej rano
wdrapalismy sie ponownie na wierzch w nadziei, ze cos sie da zobaczyc. Znowu nie dalo sie
sfotografowac slonca, ale fajnie przynajmniej wygladaly okoliczne doliny.
|